piątek, 23 stycznia 2015

Part 8.

Zaprowadził mnie na koniec korytarza i otworzył drzwi do pokoju, którzy wyglądał jak by ktoś wyjął go z jakieś innej epoki. Łóżko z baldachimem stało pomiędzy oknami stare lustro na stojaku koło szafy wszystko wyglądało na stare ale jakie to było piękne.
Zatkało mnie. Sama za żadne skarby nie urządziła bym tak pokoju. A tu .. tu wygląda to wszystko pięknie.
-Pokój gościnny. Mama zawsze wszystko starannie robiła jak widać. - powiedział Max.
-Wręcz idealnie - powiedziałam szeptem
-Słucham? - zapytał.. a ja się speszyłam, zachwycam się pokojem ale z niego płynie taka jakby energia. Taka uspokajająca.
-Nic. Po prostu jestem zmęczona.
-No tak. To ja będę u siebie a ty się połóż. Ale może zadzwoń do mamy najpierw.
I wyszedł.
Tak jak powiedział zrobiłam. Mama nie odbiera a ja się martwię. Może śpi. Na pewno niedługo oddzwoni.
Położyłam sie i odrazu zasnęłam.

Kiedy rano się obudziłam nie wiedziałam gdzie jestem i co się stało. Ale potem wydarzenia z poprzedniego dnia zaczęły napływać z powrotem do mojej głowy. Wilk, bieg przez las, Max , poobijany Blake. Wydawało się nieprawdopodobne i brzmiało tak w moich myślach. Usiadłam na łóżku i głowa natychmiast zaczęła mi pękać. Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.
Do pokoju wszedł Max z tacą w ręku.
-Przyniosłem ci śniadanie, wodę i tabletki na ból głowy.
Położył wszystko na stoliku koło łóżka i podał mi najpierw śniadanie.
Kiedy poczułam zapach jajecznicy od razu poczułam jak bardzo jestem głodna. Zjadłam ale głowa nadal mi pękała więc wzięłam tabletki.
Max wziął tacę i wyszedł. Nie wymieniliśmy ze sobą ani słowa od chwili kiedy wszedł do pokoju. Wydawał się niespokojny i nerwowy.
-Lepiej? -zapytał kiedy wrócił.
-O wiele. - spojrzałam na niego - która godzina ?
-W pół do 3.
-O mój Boże. Tak długo spałam. Przepraszam cię, nadurzyłam twojej gościnności. Muszę już iść.
-Nie powinienem cię wypuszczać-popatrzyłam na niego i podniosłam brew. - Ale skoro się upierasz. Odwiozę Cię.
Zgodziłam się. Schodząc po schodach na dół mineliśmy Blake. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się tajemniczo a zarazem wrednie. Nie wiedziałam jak to zinterpretować. Przez chwilę jego oczy ... przypominały mi coś ale nie mogłam skojarzyć co.

-Dziękuję Ci. - powiedziałam kiedy staneliśmy w końcu na moim ganku.
-Ale nie ma za co. -zdziwił się.
-Jest. Uwierz mi. Odkąd się znamy już 2 razy zemdlałam a ty mnie ratowałeś. Jest za co dziękować.
-No dobrze. -powiedział tylko tyle. Potem podszedł i tak poprostu mnie przytulił. Nie jak chłopak dziewczynę, którą kocha. Tylko jak przyjaciel może brat, który się martwi i troszczy. Wtuliłam się bardziej zatrzymując tę chwilę na dłużej. Było mi dobrze. Nigdy wcześniej się tak nie czułam.
-Martwiłem się o ciebie. Zemdlałaś, zostałaś zaatakowana. To straszne. Nie chce cię tu zostawiać samej.
Odwróciłam się i zaczęłam otwierać drzwi.
-Przecież nie musisz. Wejdź. -powiedziałam.

3 komentarze:

  1. Jest ok, ale powinnaś popracować trochę nad interpunkcją i odrobinę zwolnić z akcją. Myślę, że jednak jeszcze tutaj wpadnę, życzę weny oraz zapraszam do mnie http://blackperlage.blogspot.com/
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż twój blog nie jest najgorszy lecz popracuj bardziej nad opisem odczuć bohaterów i opisu miejsc. ;) Wszystko z czasem dopracujesz także też nie masz co aż tak się martwić. ;) A no i zwolnij z akcją,niech wszystko dzieję się stopniowo,powoli. ;) Zapraszam na: darmowapomoc.blogspot.com. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałeś nominowany do Liebster Blog Award. Więcej informacji oraz pytania w tym poście: http://bestsellerowo.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń