środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 10.

Mama wpadła do domu z Adrianem zdyszana następnego dnia ja akurat siedziałam na kanapie i oglądałam telewizje. Wstałam i poszłam do nich. W ich oczach widziałam że się boją. Ale nie wiedziałam czemu. Moja rodzicielka jakby mnie nie zauważała.
-Adrian idz na górę i spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
-Ale po co? - zapytałam.
Mama mnie nie usłyszała tylko podeszła do wielkiej szafy z lustrem która stalą kolo drzwi wyjściowych. Zaczęła wyciągać z tamtąd walizki.
Pakowała się, wyrzucała wszystko dookoła. Nawet jej stanik wylądował na lapie stojącej.
Usłyszałam szybie kroki Adriana. Zbiegał w dół. Miał dwie torby w ręku i jedną na ramieniu. Wszystkie wyglądały na ciężkie. Na prawdę nie wiedziałam co jest grane.
-Możecie mi w końcu powiedzieć co się dzieje ?! - krzyknęłam na cały dom. Zamarli i spojrzeli na mnie.
Mama i brat wymienili szybkie spojrzenia.
-Musimy wyjechać. - powiedziała mama wracając do czynności którą przed chwilą  przerwała.
-Ale czemu?  - była oszołomiona.
-Mamo chyba czas jej powiedzieć. - powiedział Adrian spokojnie.
-To jeszcze nie ten czas.
-Ale o czym? - zapytałam jeszcze bardziej skołowana.
-Myślę że to już teraz.
Usłyszałam dźwięk silnika. Mama i brat przerwali czynności i słuchali.
Auto zatrzymało się pod naszym domem. Usłyszałam skrzypiące deski na werandzie, po czym rozległo się pukanie. Spojrzałam na mamę ale ona kiwała głową, żebym się nie ruszała. Ale ja i tak odwróciłam się i otworzyłam drzwi. Wiedziałam kto to zanim samochód zaparkował.
Przede mną stał nie tak jak myślałam Max tylko Blake.
-Hej - powiedział nonszalancko.
-Co ty tu robisz i skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Widzę że twoja mama już wróciła. -olał moje pytanie.
Usłyszałam nagle warczenie za sobą i spojrzałam na twarz Blake, która wykrzywiała się w grymasie po czym przeszłam w wredny uśmieszek.
-Odsuń się Aneta. -powiedział mój brat łapiąc mnie za ramie i ciągnąc do tyłu.
-Jak mnie tu znalazłeś? - powiedział z gniewem Adrian. Nie wiedziałam o co chodzi ale był wściekły i się bał. Wiedziałam, bo zawsze mięsień na jego policzku lekko drgał wtedy. Nie zauważalny szczegół.
-Nie było trudno. Twoja siostrzyczka spotyka się z moim bratem. A tak po za tym powinniście ją sprawdzić czy napewno jest zerowa.
Adrian rzucił się na niego i...  Blake z niemożliwą szybkością odsunął się a mój brat walną całym sobą w filar. Złapał się za głowę . Blake walnął go jeszcze w brzuch a ten opadł na kolana.
-Wybaczam. Nie wiedziałeś co robisz. Ale nigdy się to nie powtórzy. Wrócę tu jeszcze.
Odchodząc spojrzał jeszcze na mnie i jego oczy się zmieniły. Znam je.
Byłam przerażona i sparaliżowana. Adrian wczołgał się do domu.
-Zamknij drzwi!!. - krzyknęła mama.
Zrobiłam to. Kiedy wracałam do salonu Adrian masował się tylko po brzuchu a stał wyprostowany.
-Kim jest jego brat? - zapytała mama.
-Max.
-Hmm...-spojrzała mama na Adriana.- Nie pamiętam go.
-co to miało być?  Kim on jest i czemu tak się do ciebie odzywał - spytałam Adiego.
-Czas jej powiedzieć. - powiedział stanowczo do naszej mamy.
Moja mama zrobiła zaciętą minę, której nigdy u niej nie widziałam. Teraz na pewno będą musieli mi powiedzieć co i jak.  Mam miliony pytań i oczywiście brak odpowiedzi. Wszystko kotłowało się w mojej głowie. Blake .. on groził mojemu bratu... ale czemu ?
-Więc słucham..
Usiadłam przed nimi na sofie. Założyłam nogę na nogę. Próbowałam wyglądać na opanowaną. Ale w środku byłam w rozsypce. Położyłam ręce na kolanach by się tak bardzo nie trzęsły.
Oni zaś usiedli przede mną na pufach i nic. Cisza.
-Słucham.. - powtórzyłam.
Mama nabrała dużo powietrza w płuca po czym je wypuściła.
-Nie było nas tak długo bo byliśmy pod miastem. Ukryliśmy się ponieważ ON wiedział już gdzie mieszkamy i gdzie jesteśmy. ON jest naszym prześladowcą od wieków. Nasza rodzina nigdy się od niego nie uwolniła. Tylko my uciekamy.
-Kim jest ON i czemu się go tak boicie? - Na to pierwsze znałam odpowiedź ale chciałam się dowiedzieć wszystkiego dokładnie.
-Blake Carter. I jest zmiennym.
-Czym? - zapytałam zdziwiona.
Tym razem głos zabrał Adi.
-Potrafi być każdym zwierzęciem jakie sobie wymarzy.
Nie mówiłam nic. Tylko patrzyłam oszołomiona.
-A wiesz co jest najgorsze? - pokiwałam głową przecząco.- czym się żywią. Żywią się krwią. Jak Wampiry. Tylko że wampiry przy tym szaleńcu to nic.
Wstałam zaczęłam chodzić w te i we w te, analizując wszystko co usłyszałam. W końcu stanęłam, zaplotłam dłonie na karku i odwróciłam się do nich.
-Oszaleliście prawda? Mieliście wypadek jak wracaliście. Nie istnieje nic takiego jak jakieś pieprzone wampiry i zmienni.
-Serio tak sądzisz? - spytała mama, a ja spojrzałam na nią twardo. Przyjęła to jako przytaknięcie. - pokaż jej synu.
Na te słowa Adrian zaczął się rozbierać. Wryło mnie. Do cholery co on robi. Kiedy był tylko w bokserkach przykucnął opierając dłonie na podłodze.
Spojrzałam na jego twarz. Zaczęła się zmieniać. Jego zielone oczy teraz miały kolor miodu. Jego skóra porastała kasztanowym futrem. Z jego ciała wydobył się paskudny dźwięk łamanych kości a tuż potem dobiegł mnie jego krzyk. To było straszne. Przede mną nie stał już mój brat tylko zwierze. Wyglądał jak zmutowany wilk. Przypominał to bydle z lasu, które mnie zaatakowało.
-A teraz już wierzysz? - zapytała spokojnie mama.  Spojrzałam na mamę z otwartymi ustami. Naglę na mojej dłoni poczułam coś mokrego. Popatrzyłam w dół i zobaczyłam jak wilk wącha moją ręka. Z cichym jękiem odskoczyłam. Przecież to mój brat. Pocieszałam się w duchu. Mimo tego kim a raczej czym był nie powinnam się bać. Wyciągnęłam rękę i zaczęłam go głaskać, jak psa. Na początku podobało mu się ale po pewnym czasie odskoczył i popatrzył na mnie spode łba. Odwrócił się i pobiegł na górę.

1 komentarz:

  1. bardzo fajne :)
    obserwacja za obserwacje?:D
    jeśli tak to zaobserwuj i poinformuj mnie o tym komentując mojego posta :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń