Zamarłam. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Zawsze gdy ogladałam filmy nie wierzyłam że strach może tak sparaliżować. Nic nie widzisz, nic nie słyszysz tylko to co cie przestraszyło.
Wilk zaczął warczeć i okrężnym krokiem się zbliżać. Nagle zarwał się silny wiatr. Zwierze straciło na chwilę czujność ale i tak nie wiedziałam co mam zrobić. Nagle wszystko co leżało kamienie, patyki ściółka zaczęło drgać i unosić sie. Tworzył się wokół mnie i wilka wir tego wszystkiego to był niesamowite a zarazem straszne. Nagle wszystko stanęło w miejscu dosłownie kamienie i wszystko wisiało w powietrzu. Wilk podkulił ogon i warknął jeszcze w moją stronę nim wszystko zaczęło lecieć w zwierze. Zaczął piszczeć i wyć. Ja odzyskałam siłę i zaczęłam biec. Jak dobrze że mieszkam na obrzeżach miasta i mam w sumie nie daleko do Maxa. Biegłam i biegłam. Kiedy zobaczyłam już jego dom ucieszyłam sie i to mi dodalo sily. Balam sie i mialam wrazenie ze ten duzy wilk mnie goni. Wpadłam na werande i wbiegłam do domu i zatrzasnęłam z całej siły drzwi.
Słyszałam szybkie kroki po schodach.
-co do cholery ? -krzyknął.kiedy mnie zobaczył pobiegł do mnie a ja ledwo stałam na nogach i zemdlałam.
Obudziłam się w jego miękkim łóżku. On stał przy oknie.
Podniosłam się. Czułam jak bym w gardle miała żyletki.
-wody.. - powiedziałam szeptem a on natychmiast sie odwrócił podszedł do stolika i podał mi szklankę. Wypiłam wszystko duszkiem.
-Dziękuje - odezwałam sie już normalnym głosem.
-co się stało? -spytał.
Opowiedziałam mu wszystko dokładnie, niczego nie pomijając. On miał zacięty wyraz twarzy i złowrogie oczy. Usłyszeliśmy drzwi otwierające sie na dole.
-zostań tu. -kazał, nie prosił. Wiec nawet nie drgnęłam tylko nasłuchiwałam. Po głosach wiedziałam że Max rozmawia z Blakem. Nagle usłyszałam huk. I krzykim wstałam i wychyliłam głowe za drzwi. Widziałam Blaka jak wchodzi do pokoju w podartych ciuchach i posiniaczony. Przestraszyłam się i usłyszałam kroki Maxa. Wróciłam szybko do łóżka.
Kiedy chłopak wszedł do pokoju spytałam:
-co się stało tam? Słyszałam huk.
-Sprzeczka braterska - wzruszył ramionami i uśmiechnął. Spojrzałam na godzinę na zegarze ściennym była 23.
-może ja już bym poszła?
-zwariowałaś. Zemdlałaś, zostałaś zaatakowana. Nigdzie nie idzesz jutro cię zawiozę. Choć położysz się w innym pokoju.
Wyszliśmy i skręciliśmy w prawo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz