wtorek, 5 listopada 2013

Part 4.

Kiedy już w końcu upewnił się że nic mi już nie dolega wyszedł... I zostałam sama. Ten dom stał się teraz taki duży... Choć dopiero od kilku dni jestem w nim sama, czuje jak by minęły wieki. Beznadzieja.. nigdy nie spędziliśmy wakacji jak prawdziwa rodzina... Ciągłe wyjazdy taty w delegacje... Ciągłe wybryki starszego brata. Pobiegłam szybko na górę i przyprowadziłam się do ładu. Zadzwoniłam do Moni i wyszłam. Spotkałyśmy się tam gdzie zawsze.. Pod wielkim pomnikiem z jakimiś datami których nie znam. Nigdy nie drążyłam o co z chodzi z nimi. Usiadłyśmy.
-Co się z tobą działo ? Nie dzwoniłaś ... nie odpisywałaś nawet na smsy. -powiedziała od razu prosto z mostu.
-Hej, cześć, siema, elo? Nic ? Zero przywitania. - ironizuje. - nic się nie działo.. - Opowiedziałam jej całą historie.. Gdy mówiłam on tylko co jakiś czas otwierała szerzej oczy. I wzdychała.
-Ale to romantyczne... - ehh .. taka już jest.. zakochana w każdym przystojniaku dziewczyna.
-Tak tak ... zawsze to mówisz .. ale to nie było ani trochę romantyczne.. nic....
-Taaaaak a ty jak zwykle nic nie odczuwasz ...-przerwała mi ..
-ciekawe co mam odczuwać... -Przewróciłam oczami ..
-Podobasz mu się dziewczyno bez duszna..- teraz obie zaczęłyśmy się śmiać..
-Stop stop .. -powiedziałam ledwo dysząc. Gdy się uspokoiłam zaczęłam.. - ale wiesz... jest w nim coś takiego .. hm.. jak to powiedzieć.. tajemniczego .. wiesz.. po prostu tak od czuwam .. jak by ... ukrywał coś ... i nie była to wcale tajemnica zwykła...
-Dziwna czasem jesteś wiesz ? -powiedziała z uśmiechem.
-uh .. nie ważne .. gadam głupoty.. - Na tym rozmowa o Maxie się skończyła.. Rozmawiałyśmy o pierdołach .. o nie ważnych rzeczach .. Poprawiła mi humor i to bardzo.. Kiedy wróciłam do domu było około szóstej.. Słońce zaczęło już powoli zachodzić więc zrobiło się nieco chłodniej. Kiedy stanęłam przy drzwiach kątem oka zauważyłam jakąś postać stojącą przy huśtawce na werandzie. Odruchowo rzuciłam tylko okiem zbyt szybko żeby wiedzieć kto. Jednak ktoś na pewno. Odwróciłam się szybko w tą stronę z szybko bijącym sercem ale nikogo tam nie było.
-Co jest? - szepnęłam do siebie. Rozglądałam się przez chwilę ale nikogo nie widziałam... Ta postać była ubrana na czarno.. czarne jeansy, koszula, buty. Miał też płaszcz... Kto do cholery nosi teraz płaszcz ? Jest środek wakacji .. a tu temperatury sięgają ponad 30. Przetarłam oczy i odwróciłam się z powrotem do drzwi.Przede mną leżał bukiet czerwonych róż.. Stałam jak wryta.. podniosłam je i weszłam do domu. Położyłam je na stole w kuchni i wzięłam kartkę, która była dołączona do bukietu. Widniało na niej :
~Dob­re książki nie zdradzają od ra­zu wszys­tkich swoich tajemnic. ~
Co to do cholery ma znaczyć ? Przez chwile wsłuchiwałam się w cisze. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Przestraszyłam się i aż podskoczyłam..Podeszłam i otworzyłam.
-Hej Max. - powiedziałam.
-Hej.
-Co się stało ? -spytałam nadal stojąc w drzwiach.
-Chciałem ...
-Nie ważne. Wejdź. -przerwałam.
-Coś się stało ? - spytał kiedy podawałam mu sok.
-Nie.. w sumie tak ... - opowiedziałam mu wszytko co się wydarzyło. Podałam mu nawet kartkę. On przez jakiś czas siedział i wbijał wzrok w kartkę. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Kiedy już chciałam przerwać tą ciszę, odezwał się .
-Nie mam pojęcia o co w tym chodzi.
-Uhm...- powiedziałam z zamyśleniem
-Chodź. - złapał mnie za rękę i pociągnął  w stronę drzwi.
-Gdzie ?? -zapytałam łapiąc w biegu klucze.
-Zobaczysz .. Zamknij drzwi ... - powiedział idąc do auta. Dołączyłam do niego chwile później. Nie wypytywałam się gdzie jedziemy. Ufam mu. A z resztą i tak by nie powiedział. Jechaliśmy mniej więcej godzinę. Nie odezwał się ani razu. Kiedy się zatrzymaliśmy zapytałam gdzie jesteśmy.
-Nad jeziorem poza miastem. - Powiedział i wysiadł, a ja chwilę po nim. Rozejrzałam się dookoła.  Przede mną rozprzestrzeniało się dość duże jezioro z niewielkim molo. Odwróciłam się w stronę Maxa. Za nim stał drewniany dom jednorodzinny. Światła na werandzie były zapalone, był on piękny. Chłopak złapał mnie za rękę i po prowadził do domku.
-Mieszkasz tu? - spytałam patrząc na niego. Jego czarne włosy w tym świetle wpadały w granat. Odpowiedział nawet na mnie nie zerkając.
-Tak.. Teraz sam. Mieszkałem tu nie dawno  z rodzicami. Ale .. wyjechali.
-Jak to ? Tak po prostu cię zostawili ? -spytałam zatrzymując go. Położyłam dłoń na jego policzku.
-Tak .. - spojrzał mi w oczy. - przecież jestem już dorosły. Wyjechali do Stanów.
-A czemu ty  zostałeś ?
-Bo poznałem ciebie. Jesteś kimś wyjątkowym. Nie wiem jak to opisać. Kiedy jesteś przy mnie czuje, że mam wszystko. Rozumiesz coś z tego ? Bo ja sam nie wiem co to ma znaczyć. Nigdy nie czułem nic takiego do nikogo. Może przez to, że z rodzicami się często przeprowadzaliśmy. Mieszkałem w wielu krajach, miastach. Najdłużej nie przeprowadzaliśmy się pół roku.
-Nie wiem co mam powiedzieć.
-To nie mów nic. Po prostu chodź. - powiedział prowadząc mnie w stronę domu.

__________________________________________________________
Znowu bardzo długo mnie nie było. sama nie wiem czemu.  Po prostu brak czasu. Szkoła szkoła szkoła.  Mam dosyć. teraz mnie wena wzięła.. nie wiem nawet czy rozdział jest dobry. Sami powiedzcie.. Do zobaczenia. : ))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz