środa, 18 września 2013

Part 3.

-Zaufaj mi .. - powiedział i wyciągnął do mnie rękę. Stałam przez chwile wpatrując się w nią. W końcu ją złapałam i wsiadłam do samochodu. On wsiadł z drugiej strony i ruszył. W trakcie drogi nie rozmawialiśmy. On co jakiś czas zerkał na mnie. Dojechaliśmy na górę. W sumie górkę. Było z niej widać panoramę miasta. Było tak pięknie. Zwłaszcza, że robiło się już powoli ciemno. Niebo było już różowo-fioletowe. Miejscami granatowe. Była tam cisza i spokój. Wymarzone miejsce na ... Nie to nie była randka ani nic w tym rodzaju ... Aneta obudź się.. Znasz go dopiero z kilka godzin i myślisz że to będzie miłość .. Nawet nie jest w moim typie ... Odwróciłam się w jego stronę, a on wyjął koszyk piknikowy i postawił na masce auta. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Z niewiadomych powodów szybko wzrok odwróciłam i poczułam motylki w brzuchu. Podszedł do mnie położył rękę na plecach i poprowadził do koszyka. Zauważyłam że były tam truskawki z czekoladą (mój ulubiony deser) maliny. Termos i coś tam jeszcze. Zamoczył truskawkę w czekoladzie i dał mi. Cały ten czas nie mówił do mnie ani słowem. W końcu przemówił:
-eee .. Mam nadzieje że ci się podoba  ? - spytał patrząc mi w oczy. Miał on piękne aż nie naturalnie błękitne tęczówki.
-Jest ...- urwałam na chwilę, żeby pozbierać słowa. - hmm ... szczerze?
Kiwnął głową.
-Jest świetnie. Postarałeś się ... Ale... jakaś wymiana zdań by się przydała ...
-Wiedziałem, że z tym sobie nie poradzę.... Wiesz jestem nie śmiały.
-Jakoś nie zauważyłam wcześniej. - powiedziałam z lekko wścibskim uśmieszkiem.
-No wiem ... Wtedy myślałem jedynie o tym żeby .... - urwał i odwrócił wzrok.
-Żeby?
-No... - odchrząknął - że cię oczywiście poznać.
-A myślisz, że bardziej mnie poznać nie musisz? Dlatego nie rozmawiasz ?-powiedziałam zadziornie.
-Chce poznać cie bardzo ... blisko. - powiedział patrząc mi słodko w oczy. W tym momencie zauważyłam jaki jest przystojny. Miał piękne ciało, usta,twarz, oczy ... Wszystko idealne. Nagle rozdzwonił się jego telefon.
-Przeprasza... -powiedział, wstał i odebrał. Kiedy wrócił już stała i czekałam na niego... Spojrzał na mnie pytająco.
-eem .... Wiesz ... Późno już. - w tym momencie spojrzał na zegarek.
-Faktycznie.... już 23.- powiedział zdziwiony - wsiadaj sobie, a ja sprzątnę i wracam. Czekałam aż 15 minut. W tym czasie zorientowałam się, że w aucie pachnie wanilią i trochę koszoną trwą. Moje ulubione zapachy.
-Przepraszam cię że tak długo ale znowu telefon... musiałem odebrać. -Wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie no spoko. - jechaliśmy jakieś pół godziny. Więc dojechałam do domy za piętnaście 00. Z muliło mnie troszkę więc przysypiałam prawie.
-Zmęczona? -spytał gdy staliśmy pod moim domem.
-Trochę. I ... trochę źle się czuje. Głowa mi pęka ..
-To.. to może idź się płuż co ? - te słowa usłyszałam jako ostatnie. Obudziłam się w swoim pokoju. Na kanapie pod oknem spał Max. Chciałam wstać do łazienki. Stanęłam przed drzwiami i usłyszałam jego głos... Tak miękki. Tak opiekuńczy. Otulił mnie całą, że aż przeszedł mnie dreszcz.
-Powinnaś leżeć.
-Un momento - powiedziałam z uśmiechem. Kiedy wróciłam on siedział na moim łóżku. Usiadłam obok niego ale kazał mi się się położyć.
-Co ty w ogóle tu robisz?
-Nie pamiętasz ... ach tak. Zemdlałaś. Dwa dni spałaś. Bałem się że się nie obudzisz. Po prosiłem o pomoc moją mamę. Chciał cię zawieść do szpitala. Ale ona powiedziała, że lada chwila się zbudzisz. Czuwałem przy tobie cały czas. - uśmiechnął się.
-Nie wiem co mam powiedzieć... Chyba dziękuje... - powiedziałam i nagle coś mi się przypomniało.
-Co jest ?
- Mama ... tata ... gdzie ...
-Nikogo tu nie było - przerwał mi. - prócz nas rzecz jasna. - podał mi telefon.

-Mamo ?
-Czemu nie odbierałaś? Godzinę się do ciebie dobijałam !! myślałam że coś ci się stało. - spojrzałam się na zegar ... Już 17:00.
-Zostawiłam telefon w domu.
-Myślałam że coś ci się stało !
-Przepraszam... Kiedy tata wraca? I ty?
-Ja... Nie dam rady przed najbliższy tydzień.
-Co jest?
-Auto mi padło. Czekamy na mechanika.
-Serio tak długo? - powiedziałam smutno..
-Przykro mi...
-A tata ...
-Tata zostaje tam do końca wakacji .
-Nie wierze... Znowu ?! Kolejne wakacje ?
-Wiem wiem. Też mi z tym źle. Wysłałam ci pieniądze wczoraj na konto. Powinny być już. Zadzwoń jeszcze.
-Dobrze. Pa.,

Max patrzył tylko na mnie... Wiedział że nie chce mi się teraz gadać. Położyłam się, a on siedział obok. Minęło kilka minut.
-Dziękuje - powiedziałam nagle. On spojrzał zaskoczony ...
-Ale... ale za co ?
-Za to .. że tu jesteś. Nie zostawiłeś mnie samej.
-A nie ma za co. - powiedział nonszalancko. - aa jak się czujesz ?
- Hmm .. dobrze panie doktorze.. - zażartowałam.
-To świetnie.
-Też tak myślę... Głodny ? -spytałam.
-O to jak..
-Ja też.
Obydwoje zeszliśmy na dół. Przekąsiliśmy coś i usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać. Nie mieliśmy konkretnego tematu. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy.  Czułam się świetnie w jego towarzystwie, choć znamy się zaledwie od kilku dni. A odczuwam jak byśmy się wieki znali.

____________________________________________________

Wybaczcie że tak długo nic nie było. Serio nie miałam czasu. Wakacje ... wiecie jak to jest... Pod koniec wakacji szykowanie do szkoły i w między czasie musiałam się jeszcze trochę poszaleć ... I szkoła .. nawet sobie nie zdajecie ile mam zadawane od początku roku ... ;( Dobra. postaram się częściej dodawać... :)
Wiem że rozdział nie jest jakiś ŁAAAŁ po tak długiej nie obecności ale staram się...
a i zastanawiam się nad wplecieniem  fantastyki tu..Wiecie .. coś .. hmm ... wampiry wilkołaki itd ? Co wy na to ? Pytam tylko o zdanie nie wiem czy to się ziści. ; )) Do zobaczenia.

2 komentarze:

  1. Maaaaax! <3
    Zapraszam do mnie! Stay COOL! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę jeszcze o małą podpowiedź, pomoc - wejdź na filologicznego bloga i się wypowiedz :)

    OdpowiedzUsuń